top of page
sterne-rauch-nebel-hintergrund.jpg
  • Zdjęcie autoraniezastarapanna

Kiedy życie wywala blue screena, pojawia się pewna szansa

Zaktualizowano: 22 lip 2023

Życie jest grą, której reguły ustanawiają i uznają sami ludzie, niezależnie od której strony to sobie zinterpretujemy. Porządek świata ustala człowiek – ten, który odważa się wyjść przed szereg i zażądać ustanowienia określonych reguł. Jeżeli udaje mu się znaleźć posłuch, zwykle je później skutecznie forsuje. Dzieje się to przy aprobacie popleczników i protestach lub bierności wszystkich pozostałych. Protest generuje oczywiście opór, a więc czynnie hamuje formowanie się niektórych z tych wpływów lub osłabia je. Bierność oddaje im wolne pole działania, w efekcie czego wszyscy stajemy się poddanymi tych reguł, co do których najczęściej nie zastanawiamy się choćby przez chwilę, czy nam to pasuje, czy nie, ani nad tym, że ma prawo nam nie pasować, a my wszyscy nie musimy bawić się tymi samymi zabawkami. 


Przychodząc na świat w określonym miejscu i czasie, zastajemy w nim struktury i uwarunkowania, które warstwa po warstwie ustalane były przez wszystkich naszych poprzedników, a podtrzymywane są przez pokolenie, które poprzedza nas bezpośrednio, i które również do tych warstw dorzuciło swoje trzy grosze. Reguła ta działa niezależnie od miejsca i czasu: zawsze zastajemy świat w jakiejś kondycji, do której zmuszeni jesteśmy się dostosować lub ustosunkować.


Reguły gry życia ustanawiają i konstytuują ludzie, nikt inny. Niektórzy odważają się po prostu wyjść przed szereg i żądać lub oznajmiać. W kontrze do nich, oprócz biernych i opornych, są też tacy, którzy odkrywają rozmaite sposoby na przejście przez grę na zastanych zasadach łatwiej: grają na kodach, z pomijaniem pewnych misji, które nie są obowiązkowe, z przyjęciem strategii koncentrującej się na tylko niektórych parametrach życia; dostosowują tryb gry do swoich możliwości. Poprzez biegłość, którą w tym procesie nabywają, uczą się nawet nieraz czerpać z tej narzuconej struktury osobiste korzyści. Wielu z nich jednak nie zdaje sobie nawet sprawy z tego, że rozgrywają tę grę w wersji lite – jest to dla nich tak naturalne i oczywiste.


Niektórzy dochodzą do tych rozwiązań sami, inni uczą się ich od swojego otoczenia, a jeszcze inni wpadają na nie przez przypadek. Potrafią się w tym odnaleźć lub nie, posługują nimi sprawnie lub nie. Czasem aby przeżyć, potrzebują permanentnie się znieczulać, a służą im do tego rozmaite zapychacze deficytów. Mogą to być używki, a może i jad kiełbasiany wstrzyknięty w czoło. Restrykcyjna, drakońska dieta lub wycieńczający trening, albo wpychanie w siebie kosmicznych ilości jedzenia, albo namnażanie majątku do kosmicznych rozmiarów, albo bezrefleksyjne jego trwonienie. Dużo jest możliwości.


Są jednak również tacy, którym życie bezlitośnie raz za razem wywala blue screena. Nie da się przejść, w tej grze jest błąd na błędzie. Oczywiście nie dowiemy się tego z komunikatu na blue screenie: on wskaże nam prędzej, że to sprzęt jest wadliwy, nie oprogramowanie – należy dostosować sprzęt, siebie, do zastanych reguł i grać, grać.


Czasami blue screen okazuje się drogą na skróty do panelu administratora. Możemy się dowiedzieć, że w ogóle mamy do tego panelu dostęp. Dzieje się tak, kiedy decydujemy się na podjęcie autorefleksji psychologicznej; zadziwia mnie niezmiennie, że przy współczesnym zakresie naszej wiedzy psychologicznej na temat człowieka, traktujemy ją jako coś ponadpodstawowego, coś nieobowiązkowego, dostępnego na życzenie lub na żądanie, kiedy bez tego dłużej już się nie da. 


Zdarza się niekiedy, że w wyniku tejże psychologicznej autorefleksji, zamiast dostosować sprzęt, zamierzenie lub całkowicie przypadkowo sięgamy jeszcze głębiej – rozszyfrowujemy kod, dzięki czemu z zupełnie innej perspektywy zaczynamy patrzeć na całą grę. Dostrzegamy błędy kodu, które mogły powstać omyłkowo, ale mogły też powstać w pełni planowo i rozmyślnie. Zaczynamy dostrzegać iluzoryczność kolejnych warstw zbiorowej świadomości, w którą jesteśmy wszyscy, chcąc nie chcąc, uwikłani, i coraz to kolejne warstwy z niej zdejmujemy. Dekodujemy i zdejmujemy. 


Możemy to robić przed samymi sobą i niektórzy z nas na tym poprzestają. Dzięki temu wypracowują metody na przeżycie ponad tymi iluzjami, robią swoje i korzystają z życia często bardziej niż inni, trzymając się przy tym z boku.


Są też i tacy, którzy po rozpracowaniu kodu i zdemaskowaniu jego niedoskonałości zaczynają wrzucać weń swoje własne babole, z których następnie czerpią korzyści, często nieokiełznane, co naturalnie wiąże się z ponoszeniem olbrzymich kosztów przez tych najbardziej od dostępu do kodu odciętych, niezdolnych do wychylenia się poza reguły gry, niezdolnych do wysunięcia pomysłu, że reguły te są modyfikowalne.


Ale na szczęście nadal nie brakuje takich, którzy po złamaniu szyfru mają naturalne marzenie maksymalnie go uprościć i wyeliminować z niego te fragmenty, które służą jakimkolwiek nadużyciom lub nie służą żadnemu racjonalnemu interesowi. Widzę ich na różnych horyzontach i cieszę się, że nie jestem w tym marzeniu osamotniona.


Autorefleksja psychologiczna nie jest rzecz jasna jedynym takim dekoderem. Jest ich całe mnóstwo, wszystko zaczyna się od jakiegoś rodzaju osobistej wrażliwości.


Można oczywiście zrobić tak, żeby wyjść na ulicę i zawołać: ej, ludzie, jesteśmy okłamywani. Wiadomo jednak, że to prosta droga do społecznego marginesu. Publiczne odszyfrowywanie kodu wymaga merytorycznego poparcia, w innym wypadku nie ma szans być uznanym za cokolwiek ponad katastroficzne spekulacje o tak popularnym teraz w publicznym dyskursie “pseudonaukowym charakterze”. Nauki wszystkich chyba dziedzin mają w tym zakresie całkiem sporo sukcesów na koncie, jednak z jakiegoś powodu u samozwańczego szczytu społecznej piramidy wciąż mamy głównie szeregi złośliwych gnomów, z premedytacją stosujących cały wachlarz socjotechnicznych manipulacji, aby wciąż od nowa zapętlać cynicznie kreowane konflikty od lat trzymające nas w ryzach. '


Zmiana nie zajdzie u tego szczytu, czekają na nim zbyt tłuste kąski. To u podstawy musimy zauważyć, że ktoś zamknął nas w klatce. To, co możemy z tym zrobić i co od pokoleń na jakąś skalę robimy, to rozpracowywanie konstrukcji tej klatki do najbardziej podstawowych struktur. Najważniejsze, co warto zrozumieć przed przystąpieniem do tej pracy, to że życie polega na indywidualnym wzięciu odpowiedzialności za samego siebie, w najbardziej dosłownym sensie. "Prawdziwa" jazda kolejką życia zaczyna się dopiero wtedy, kiedy uświadamiamy sobie możliwość wyboru trasy, samodzielnego zaprojektowania trasy, możliwość zajęcia miejsca w kabinie maszynisty, odbywania podróży przodem, nie tyłem do kierunku jazdy. Hopla, jedźmy ✋

Ostatnie posty

Zobacz wszystkie

Comments


Commenting has been turned off.
bottom of page