top of page
sterne-rauch-nebel-hintergrund.jpg
  • Zdjęcie autoraniezastarapanna

Postęp a dewiacja i nieheteroseksualność

Pojęcie "postęp" można by uznać za synonim naturalnej ewolucji życia. Idea postępu wyklarowała się w okresie oświecenia w kontrze do dominującego wcześniej poglądu, że ludzki umysł osiągnął swoje szczyty w czasach starożytnych, a potomkowie ówczesnych badaczy i filozofów nie mają już właściwie nic do odkrycia, bo świat został już przez człowieka poznany i opisany i nie należy drążyć dalej. Czy nie jest to przypadkiem narracja, jaką usiłują nam narzucać współcześni obrońcy społeczeństwa tradycyjnego i praw heteroseksualnej większości?


W naszych dziejach były takie czasy (wiele czasów, w zasadzie - większość), których ludzkość nie zna, nie pamięta lub zna tylko pobieżnie, podobnie jak my jako jednostki nie mamy dostępu do wspomnień z okresu niemowlęctwa czy wczesnego dzieciństwa. Niektóre epoki znamy jak przez mgłę, czy raczej tworzymy sobie o nich pamięć na podstawie strzępków świadectw kultury, które się z poszczególnych czasów zachowały. Czyli: nie znamy historii średniowiecza, ale tę część historii średniowiecza, która się zachowała (czy też którą ktoś postanowił zachować). Czyli jako społeczeństwo jesteśmy trochę jak młody człowiek, który przyswaja wiedzę wyselekcjonowaną przez nauczycieli i autorów programów nauczania.


Nieco większą wiedzę mamy na temat dalszego biegu dziejów, a to dlatego, że z czasem nauczyliśmy się utrwalać przekazy pisemne, następnie powielać je na masową skalę, później nauczyliśmy się utrwalać głos, obraz i tak dalej. Na tym właśnie w uproszczeniu polega postęp: dzięki nieustannym poszukiwaniom osiągamy jako ludzkość rzeczy, które dla poprzednich pokoleń nie były osiągalne. Podobnie człowiek z wiekiem weryfikuje swoją wiedzę o świecie – tę, którą przekazali mu inni oraz tę, którą zdobywa przez własne doświadczenie.


Od kilku pokoleń w naszym społeczeństwie zachodzą bardzo dynamiczne przemiany obyczajowe, które także są naturalną konsekwencją postępu. Odkąd zaczęła postępować industrializacja i ludzie zaczęli masowo migrować do miast, kompletnie zmieniła się nasza struktura społeczna. W przeszłości ludzie żyli w stosunkowo małych społecznościach, a na życie istniał zasadniczo jeden naturalny scenariusz – dążenie do zawarcia małżeństwa i założenia rodziny, którą opiekować się miała kobieta i której mężczyzna miał zapewniać byt. Wielkomiejskie tempo życia wymusiło jednak wypracowanie nowych jego stylów i bardzo szybko w sferze publicznej pojawiły się takie dewiacje jak prostytucja, kobiety prowadzające się po mieście samotnie lub – co gorsza – z obcymi mężczyznami sam na sam, pary żyjące w konkubinatach i tak dalej. Mężowie zaczęli opuszczać żony, ojcowie porzucali dzieci, matki usuwały ciąże, kobiety podejmowały pracę zarobkową już nie tylko wtedy, kiedy musiały, a w końcu zaczęły na masową skalę chodzić w spodniach.


Brzmi to nieco niedorzecznie, prawda? A to wszystko były kiedyś skrajne dewiacje. Rozwody nie zawsze były uregulowane prawem, obecność kobiet w przestrzeni publicznej była przez pokolenia prawomocnie ograniczana, a wyższe wykształcenie było dostępne dla nielicznych.

Niezależnie od tego ile masz lat, z dużym prawdopodobieństwem Twoi dziadkowie przynajmniej w pewnym okresie życia nie mieli wolnego dostępu do bieżącej wody, choć z każdym pokoleniem to prawdopodobieństwo maleje. Oczywiście i dziś są w naszym kraju ludzie, którzy nie mają takiego dostępu, ale to właśnie najlepiej ilustruje postęp: powszechny kiedyś problem dziś jest na marginesie i mało kto w ogóle pamięta, że kiedyś był to problem.

W przeszłości natomiast mało kto by pomyślał, że brak wolnego dostępu do bieżącej wody to jest jakikolwiek problem, ponieważ nikt sobie po prostu nie wyobrażał, że mogłoby być inaczej.


Było jednak kilku takich, którzy to sobie wyobrazili i w ten sposób wymyślono i zaprojektowano systemy kanalizacji, a następnie sukcesywnie je upowszechniano. W rezultacie podniósł się standard naszego życia: były czasy, kiedy nikomu nie przychodziło do głowy, że można sobie życzyć mieć w każdym domu sedes ze spłuczką, a co dopiero mówić o pralkach czy zmywarkach, które dzisiaj lwia część społeczeństwa traktuje jako niezbędne minimum. Te przemiany fundamentalnie przedefiniowały nasze postrzeganie – nie bójmy się tego określenia – godnego życia.


Oczywiście jeżeli współcześnie ktoś ma życzenie robić pranie ręcznie, bez żadnych demoralizujących pralek, to nikt go do posiadania pralki nie może zmuszać; podobnie jeżeli ktoś woli biegać za potrzebą do tak zwanej wygódki. Początkowo wszystkie nowe wynalazki budziły w nas większy lub mniejszy niepokój, a jednak z czasem oswajaliśmy się z nimi i z czasem następowało coraz większe ich upowszechnianie. Kanalizacja, sieć elektroenergetyczna, telefon, radio, telewizja, internet – to wszystko w swoim czasie budziło społeczny opór i sprzeciw, choć dziś stanowi absolutny fundament naszego życia. Czy to dobrze? To temat na inną rozprawę.


Tym niemniej to samo dzieje się wówczas, kiedy pojawiają się nowe wzorce w sferze obyczajowej. Jeszcze przed stu laty kobieta w spodniach u mało kogo wzbudzała zaufanie. Ludzie nie obnosili się publicznie ze swoją cielesnością i orientacją seksualną, kobieta mogła wziąć mężczyznę co najwyżej pod ramię, bo na pewno nie za rękę. Pocałunki? A tfu, co najwyżej w dłoń, i w ogóle ręce przy sobie. Żadnych objęć, żadnego obłapiania, żadnego negliżu i żadnych obscenicznych zachowań. Samo przebywanie kobiety i mężczyzny sam na sam, o ile nie byli ze sobą spokrewnieni, uchodziło za nieprzyzwoite.


Bez wahania przyznamy chyba, że dzisiaj traktujemy ten obszar obyczajowości zgoła inaczej: swobodnie spacerujemy po ulicach trzymając się za ręce, przytulamy się, całujemy, oświadczamy się w samolotach i restauracjach, robimy sobie ślubne sesje zdjęciowe w fajnych miejscach, gdzie przychodzi dużo ludzi, publikujemy zdjęcia czułych całusów i poruszających upominków od drugiej połówki, a do tego pokazujemy wszystkim obserwującym, jak świętujemy nasze rocznice.


Oczywiście o ile jesteśmy heteroseksualni, bo tylko wtedy te zachowania będą traktowane jak przezroczyste. Dopóki nie zachowujemy się skrajnie obscenicznie, spotykamy się nie tylko ze społeczną akceptacją, ale nawet aprobatą takiego akcentowania naszej seksualności. Wyobraźmy sobie teraz, że nagle już nam tego nie wolno: wszelkie zachowania manifestujące heteroseksualną orientację są od dziś formalnie zakazane. Oczywiście nikogo nie obchodzi, co robimy w domu: po prostu nie podtykajmy nikomu naszej heteroseksualności pod nos.


Czy to jest warunek do przeżycia? Sądzę, że tak – do wszystkiego idzie się zaadaptować.

A teraz wyobraźmy sobie, że przywykliśmy już do tej sytuacji, że nam nie wolno, a nagle ktoś wyzwala spod obyczajowego zakazu zachowania homoseksualne. Teraz nagle na ulicach widzimy pary jednopłciowe trzymające się za ręce; w reklamach, filmach i książkach ukazywane są związki wyłącznie gejów i lesbijek, a homoseksualiści całują się pod naszymi oknami. Czy nie zaczniemy w końcu pytać: halo, a dlaczego wolno im, a nie wolno nam?


Opór przed uznaniem praw mniejszości seksualnych nie ma współcześnie merytorycznego uzasadnienia. Seksuologia w swoim (czy zasłużonym czy nie - to temat na inną rozprawę) autorytecie dawno już uprawomocniła twierdzenie o tym, że homoseksualizm jest równie naturalny co heteroseksualizm i jako rozwinięte intelektualnie społeczeństwo nie możemy pozwalać na to, by argumenty naukowe polemizowały z ideologicznymi. Ideologia chrześcijańska jest trzonem, wokół którego kręci się całe polskie prawodawstwo. Odebranie tradycyjnie rozumianemu małżeństwu uprzywilejowanego statusu z pewnością nie wpłynie na jego popularność, bo niby dlaczego miałoby.


Społeczne przyzwolenie na życie w konkubinacie nie spowodowało, że przestaliśmy brać śluby. Rozwodnicy zakładający kolejne rodziny czy też pary wychowujące dzieci w nieformalnych związkach w jakiś sposób zaburzyły naszą tradycyjną strukturę społeczną i jakoś żyjemy, i jakoś nie wyobrażamy już sobie, żeby ktokolwiek spróbował dziś zakazać rozwodów czy konkubinatów; zdajemy sobie sprawę, że to raczej taki zakaz szybko przyniósłby cały potok patologicznych rezultatów.


Jak więc postęp ma się do dewiacji? Postęp to «proces ukierunkowanych przemian prowadzących ku stanowi coraz doskonalszemu». Dewiacja natomiast to «silne odchylenie od normy w zachowaniu, postępowaniu lub myśleniu». Gdyby jakiś dewiant umysłowy nie wyobraził sobie kanalizacji, nikomu nie przyszłoby do głowy, że można sobie codziennie rano tak po prostu wziąć szybki prysznic. Gdyby jakaś grupa dewiantów nie zaczęła przed stu laty badać ludzkiej seksualności, do dzisiaj sądzilibyśmy pewnie, że masturbacja prowadzi do bezpłodności, a homoseksualizm wiąże się z pedofilią. Jeżeli ktoś głosi współcześnie podobne hasła, to niezręcznie mi to wytykać, ale jest osobą niedouczoną.

_____

Zdjęcie ilustracyjne: NAC

Comentarios


Los comentarios se han desactivado.
bottom of page