top of page
sterne-rauch-nebel-hintergrund.jpg
  • Zdjęcie autoraniezastarapanna

Staropanieństwo – przyczyny i objawy [ANALIZA I INTERPRETACJA]

Jak powszechnie wiadomo, w Google można wpisać wszystko, i różne rzeczy zdarza się nam wszystkim wrzucać w pasek wyszukiwania. Czasami możemy też spróbować dostarczyć robotom Google trafnych odpowiedzi i ja właśnie postanowiłam skorzystać z tej możliwości. W jaki sposób zidentyfikować i monitorować rozwój potencjału staropanieństwa? Czy ze staropanieństwa się wyrasta lub wychodzi? A może się do niego dojrzewa? Czy mamy tu do czynienia z nową subkulturą, nową orientacją społeczną? Zobaczmy.

 

Współczesne relacje romantyczne budowane według tak zwanych “tradycyjnych wzorców” nie sprawdzają się. Niech najlepiej o tym zaświadczą statystyki dotyczące liczby zawieranych małżeństw i orzekanych rozwodów: po pierwsze, małżeństwa zawierane w obrządkach wyznaniowych (a to przede wszystkim wyznania stanowią podstawy powszechnie rozumianych “tradycji”) systematycznie i znacząco tracą na popularności; po drugie, coraz większy procent liczby zawieranych w danym roku małżeństw stanowi liczba orzekanych w analogicznym czasie rozwodów. 


Rozpada się ⅓ małżeństw, głównie z powództwa kobiet


GUS udostępnia w sieci szczegółowe statystyki od 2002 roku i wyraźnie daje się z nich odczytać rozwój wspomnianych trendów. O ile jeszcze w 2002 roku prawie ¾ ślubów zawieranych było w sakramentalnych ramach, to w 2020 – nieco ponad połowa. Nie jest to wynik szczególnych okoliczności epidemicznych – liczba ta zmniejszała się systematycznie i bardzo płynnie, przy czym spadła poniżej pułapu 60% już rok wcześniej. Wygląda na to, że epidemia przyspieszyła jedynie to, co nieuniknione. Szczególnie jeżeli wziąć pod uwagę, że przez praktycznie cały czas jej trwania wierni mieli wolny dostęp do świątyń.


Liczba rozwodów od 2005 roku utrzymuje się na stałym poziomie około 65 tys. rocznie. Jeżeli zestawić ich liczbę z liczbą zawieranych w analogicznych latach małżeństw, można by wyciągnąć nie do końca precyzyjny, ale obrazowy wniosek, że od 2011 roku rozpada się nie mniej niż 30% z nich, a w dwóch ostatnich latach już ponad 35%. Dla porównania – jeszcze w 2002 roku liczba orzeczonych rozwodów stanowiła 23% zawartych w tym samym roku małżeństw.


Decyzję o rozwodzie zdają się podejmować przede wszystkim kobiety: z ich powództwa orzeka się około ⅔ z nich, a w rekordowym roku 2005 było to aż 75%. Zauważyć da się jednakże, że od kilku lat tendencja ta nieco przygasa – panowie składają pozwy coraz śmielej, choć wciąż nieśmiało.


Oczywiście trudno wyciągnąć rzetelne wnioski na temat ogółu związków na podstawie danych o związkach wyłącznie formalnych. Myślę, że nakreślają one jednak całkiem trafnie ogólny trend społeczny. Ukazują też absolutnie nadrzędną przyczynę rozpadu wielu współczesnych relacji: “niezgodność charakterów” to najczęstsza przyczyna rozwodów. Ale co właściwie tym kobietom nie pasuje, co?

“Pomaga mi nawet bez proszenia”


Ponieważ bardzo lubię śledzić raporty z rozmaitych badań społecznych, pozwolę sobie jeszcze przytoczyć wyniki tych dotyczących podziału ról w związkach partnerskich. W tabeli zestawiam deklarowane preferencje respondentów:

Źródło danych: M. Fuszara 2002 / CBOS 2017

Doprecyzuję gwoli ścisłości, że pod pojęciem “modelu partnerskiego” rozumiemy taki, w którym oboje partnerów pracuje zawodowo i po równo zajmuje się obowiązkami domowymi, a pod “modelem tradycyjnym” układ tradycyjny, w którym kobieta “realizuje się” życiowo w sferze prywatnej, a mężczyzna w sferze publicznej.


Jak widzimy na powyższym zestawieniu, w ostatnich latach nastąpiły znaczące przemiany obyczajowe przynajmniej na warstwie teoretycznej: już ponad połowa społeczeństwa opowiada się za modelem partnerskim i jest to średnia dla wszystkich grup wiekowych; im młodsze pokolenie, tym większe poparcie dla takiego modelu i tym bardziej znikome dla modelu tradycyjnego, co oznacza, że możemy się spodziewać jego rychłego upadku wraz z dorastaniem kolejnych generacji.


To jednak warstwa teoretyczna, bo w praktyce wygląda to nieco inaczej. Z opracowania CBOS wynika, że tylko 51% respondentów z 2017 roku realizowało w praktyce preferowany przez siebie model. W 33% badanych gospodarstw domowych realizowany był model partnerski (preferowało go 56%), a w 26% gospodarstw – model tradycyjny (preferencyjnie – tylko 12%). W 3% gospodarstw kobieta utrzymywała rodzinę, a mężczyzna zajmował się domem, choć w kontekście preferencji model taki w ogóle nie miał poparcia.

Oznacza to mniej więcej tyle, że chcemy jednego, a realizujemy drugie. Z danych wynika, że dzieje się to najczęściej kosztem kobiet, które zostają w domu ponad dwukrotnie częściej, niż by tego sobie życzyły, no i oczywiście znacznie częściej spotyka się w praktyce model “mieszany”, czyli ten, w którym pracują oboje, ale domem zajmuje się tylko ona – czyli w którym kobieta tyra na dwa etaty.


Nie chodzi już tylko o pranie i zmywanie, planowanie zakupów, zarządzanie obowiązkami partnera (czyli w zasadzie branie na siebie odpowiedzialności za właściwe wypełnienie obowiązków przez niego) – według ostatnich badań CBOS-u mężczyźni coraz częściej “przekazują” kobietom również takie obowiązki domowe, które w poprzednich pokoleniach częściej wypełniali sami; chodzi np. o wynoszenie śmieci, wykonywanie drobnych napraw lub zlecanie i koordynowanie ich.


Seksuologia bawi i uczy


Jeżeli przyjrzeć się tym zjawiskom uważniej, sięgnąć do doświadczenia życiowego, rozejrzeć się w swoim najbliższym i dalszym otoczeniu, uważnie spojrzeć na obrazki i wzorce dostarczane nam przez kulturę masową – można by zauważyć, że układy te są bardzo niezdrowe na bardzo wielu płaszczyznach, a należy do nich dołączyć jeszcze tak ważne przecież współcześnie konteksty seksualne. Ze swojej strony interesowałam się badawczo kontekstami dostarczanymi nam przez kulturę i media, czyli treściami rozrywkowymi i informacyjnymi.


Wynika z nich dość wyraźnie, że seksualne sfery relacji kształtowane są przez męskie preferencje i oczekiwania. Z badań przeprowadzanych na przestrzeni dwóch ostatnich wieków wyłania się obraz mężczyzn zorientowanych na doświadczenie przedmiotowe i kobiet zorientowanych na doświadczenie podmiotowe, poświęcających jednak własne wizje na rzecz zaspokajania preferencji partnerów.


Znaczącą rolę w kształtowaniu społecznej świadomości na temat seksualnej sfery życia odgrywały i nadal odgrywają media. Poprzez media przemawiają do nas specjaliści i eksperci, media ukazują nam treści obyczajowe, kształtując nasze podejście do tych spraw, oswajając w ten sposób nowe zjawiska i modele.


Osobiście odniosłam wrażenie, że swego rodzaju przełomowym serialem w polskiej telewizji była “Magda M.” (2005), której bohaterki potrafiły wyrażać się na tematy związane z seksualnością w sposób bezpośredni i jednocześnie dość rubaszny, w czym nie pozostawały dłużne swoim kolegom i partnerom. Tego rodzaju wizje “kobiet wyzwolonych” sukcesywnie kreują model kobiecości opartej o odwrócony, lustrzany szowinizm – takie kobiety wyrażają się o płci przeciwnej z lekceważeniem i sprowadzają mężczyzn do roli przedmiotu – obiektu seksualnego służącego spełnianiu określonych “potrzeb”, ewentualnie spłodzeniu potomstwa.


W rezultacie dziś oglądamy programy reality show, których uczestnicy mają za zadanie powstrzymać się od uprawiania seksu ze współuczestnikami – tu akurat mam na myśli amerykański program “Too Hot to Handle”, ale i w Polsce powstają już tego rodzaju produkcje koncentrujące się ściśle na seksualności uczestników, choć może nie aż tak bezpośrednio – nie wnikałam.


Potrzeby a pragnienia seksualne


Stało się tak, ponieważ marketing kreowania potrzeb działa bardzo skutecznie również w sferze seksualności. Treści seksuologiczne przekazywane społeczeństwu w formie poradniczej i informacyjnej ukazują perspektywę na seksualność jako podstawową warstwę satysfakcjonującego funkcjonowania człowieka. Jednocześnie z badań wynika, że mężczyźni swoją wiedzę i wizje na temat życia seksualnego czerpią przede wszystkim lub jedynie z materiałów pornograficznych.


Wystarczy zrobić szybką wycieczkę krajoznawczą na jeden z tego rodzaju portali – a portale te miewają współcześnie zasięgi masowe i powszechne, jako że poprzez przemyślane działania marketingowe trafiają regularnie do świadomości użytkowników mediów mainstreamowych – aby odnotować, że znakomita większość prezentowanych tam filmów zawiera treści skrajnie wulgarne, brutalne, uwłaczające ludzkiej (a szczególnie kobiecej) godności, higienie i zdrowiu. I właśnie na ich podstawie współcześni mężczyźni budują swoje seksualne oczekiwania, uznając je jednocześnie – zgodnie z seksuologiczną narracją – za podstawę udanego życia nie tylko w relacji, ale udanego życia w ogóle.


Stworzone przez seksuologów kategorie tak zwanych “orientacji seksualnych” już same w sobie wypaczają nasze spojrzenie na własną seksualność: wobec ustaleń seksuologów każdy z nas staje niejako przed koniecznością zadeklarowania, jakiego rodzaju genitaliami u drugiego człowieka jest zainteresowany. To zaś sprowadza nasze myślenie o partnerze w relacji w ogóle do poziomu przedmiotowego, do określonego kształtu puzzla, który poprzez sam ten kształt ma już potencjał wzbudzić nasze seksualne zainteresowanie.

Seksuologia interpretuje w istocie kategorie kulturowe w ramach biologicznych, przypisując “naturalny” charakter określonym pragnieniom i nazywając je potrzebami. Oczywiście, o ile popęd seksualny sam w sobie ma charakter biologiczny, to już wzorce jego zaspokajania i rozładowywania dostarcza nam kultura. To kontekst kulturowy nadaje kierunek naszym pragnieniom, które na podstawie współczesnych dyskursów uczymy się identyfikować z potrzebami.


Przykładowo: gdybyśmy wychowali się jako “wspólne” dzieci w jakiejś plemiennej wspólnocie poligamicznej, budowanie relacji – również seksualnych – byłoby dla nas “naturalne” właśnie w takim kontekście, w naszym kontekście kulturowym. Kultura nakreśla przed nami spektrum kontekstów, w jakich możemy realizować wszystkie nasze potrzeby, dopóki się poza ich ramy nie wychylimy. Seksuolodzy poprzez swój autorytet narzucają nam ich “właściwość” lub “niewłaściwość”, dokonując co pokolenie subiektywnych reinterpretacji.


Staropanieństwo nie toleruje bylejakości


Później w relacji okazuje się jednak, że wspólne życie sprowadza się przede wszystkim do tego wynoszenia śmieci i robienia zakupów, a ważniejsze są jednak ustalenia o tym, kto te zakupy robi i kto za nie płaci. Perspektywa nakręcana przez seksuologów, stawiająca wykreowane potrzeby seksualne u podstawy relacji, zgodnie ze współczesną wiedzą psychologiczną ma nikłe szanse na danie podstaw relacji trwałej i satysfakcjonującej.

Dopóki nasza orientacja jest przedmiotowa, przedmiotowa jest także relacja.


Seksualność oparta o taki model kompulsywny, “fast foodowy”, prowadzi do nieuchronnie szybkiej eksploatacji materiału, ponieważ jak powszechnie wiadomo – przedmioty zużywają się. Nowy partner bardzo szybko przestaje być źródłem ekscytacji, uodparniamy się z czasem na określone bodźce, które wcześniej dostarczały nam pobudzenia, a wtedy zostaje już tylko proza życia i szybko okazuje się, że często nawet się nie lubimy. Takie właśnie relacje ukazuje nam współczesna masowa kultura i sami też je powszechnie budujemy.


Z badań psychologicznych wynika także, że generalnie podejście mężczyzn do wyboru partnerki jest zdecydowanie bardziej przedmiotowe niż podejście kobiet do wyboru partnera. Ich “orientacja” ukierunkowana jest przede wszystkim na parametry fizyczne – koncentrują się na tym, jak partnerka wygląda, natomiast kobiety koncentrują się na tym, kim dany mężczyzna jest, a zatem ich “orientacja” ma charakter zdecydowanie bardziej podmiotowy. Oczywiście mowa tu o tendencjach statystycznych.


Biorąc to wszystko do kupy - staropanieństwo zdaje się zaczynać tam, gdzie kończy się tolerancja dla społecznych mitów i ogólnie narzucanych przekonań na temat ról, predyspozycji i skłonności uzależnionych od parametrów płciowych jednostki. Tolerowanie, uznawanie “normalności” zjawisk w kontekście płciowym, na przykład: “mężczyźni są niestali w uczuciach”, albo: “kobiety to kombinatorki” – powoduje skłonność do przymykania oka, modyfikowania czy wręcz zaniżania oczekiwań, ale też tłumaczenia własnych słabości, a w rezultacie – godzenia się na bylejakość w relacji z samym sobą oraz w relacjach z innymi, również partnerami życiowymi czy seksualnymi.


Świadome staropanieństwo zaczyna się więc tam, gdzie kończy się tolerancja dla takiej bylejakości oraz zainteresowanie relacjami o charakterze fast foodowym, ale również tam, gdzie następuje intencjonalna weryfikacja osobistych priorytetów. Kończy się natomiast tam, gdzie chłopcy są stali w uczuciach, mili i zaangażowani oraz “pomagają bez proszenia” – czyli nie na Tinderze, ale sądzę mimo wszystko, że najlepsze wciąż jeszcze przede mną 🤡

Ostatnie posty

Zobacz wszystkie

Commentaires


Les commentaires ont été désactivés.
bottom of page